Rudo-biały kot zaglądający przez drzwi

Czy socjalizacja z izolacją jest zawsze potrzebna?

Socjalizacja z izolacją to schemat przeceniany, nadużywany i często rekomendowany bez refleksji nad tym, dla kogo i w jakich warunkach faktycznie ma sens.

Problem zaczyna się, kiedy socjalizacja z izolacją przestaje być narzędziem, a zaczyna funkcjonować jako domyślny złoty standard. Jest to procedura przede wszystkim służąca wprowadzaniu albo łączeniu kotów po przejściach, po traumie, często stosowana w schroniskach i tam, gdzie mamy do czynienia z kotami wysoko reaktywnymi, terytorialnymi, nieprzewidywalnymi albo lękliwymi. Dziś jednak spopularyzowała się na tyle, że jest zalecana niezależnie od charakteru kotów, rasy, historii i realiów domu.

Koty różnią się od siebie sposobem socjalizacji i warunkami, w których dorastały. Te, które wychowały się wśród innych kotów, nie musiały nigdy rywalizować o zasoby i równocześnie nauczyły się funkcjonowania w grupie, będą zachowywać się inaczej przy wprowadzeniu do domu niż koty, które zostały zbyt wcześnie odłączone od matki, doświadczyły głodu i rywalizacji albo po prostu przez wiele lat były jedynakami.

Zbyt rzadko bierze się pod uwagę w tym procesie również różnice temperamentalne. Kot stabilny, pewny siebie, społeczny może odbierać izolację nie jako pomoc, ale jako niezrozumiałe wykluczenie. Z kolei kot lękowy może w izolacji jedynie utrwalać poczucie zagrożenia – bo zagrożenie nie znika, tylko zostaje zamknięte za drzwiami.

Ogromny nacisk kładzie się na zapachy: wymianę koców, legowisk, zapachową „neutralizację”. W praktyce natomiast często pomija się coś kluczowego – przestrzeń. Koty funkcjonują w bardzo konkretnej mapie terytorium, zasobów i punktów kontrolnych. Izolacja tę mapę sztucznie rozrywa i bywa, że zamiast ułatwiać adaptację, dodatkowo ją komplikuje. Dla wielu kotów znacznie ważniejsza od całkowitego odizolowania jest możliwość samodzielnego regulowania dystansu. Mogą obserwować drugiego kota z bezpiecznej odległości, wycofać się lub po prostu go ominąć. To właśnie możliwość kontrolowania kontaktu często skuteczniej obniża napięcie niż szczelne oddzielenie zwierząt.

Do tego dochodzą realia ludzkie. Małe mieszkania, brak możliwości sensownej rotacji pomieszczeń, trzymanie kota w łazience, frustracja i zmęczenie opiekunów. Procedura, która jest niewykonalna albo wykonywana połowicznie, generuje napięcie – a napięcie u człowieka niemal zawsze przekłada się na napięcie u kotów.

Izolacja niesie też ryzyko kumulowania frustracji. Kot zamknięty przez dni czy tygodnie może wybuchnąć przy pierwszym realnym kontakcie. Wtedy opiekun dostaje sygnał: „poszło źle”, więc izolację się wydłuża. I tak powstaje błędne koło, w którym metoda ma rzekomo naprawiać problem, który sama podsyca.

Rzadko mówi się o rozwiązaniach pośrednich. O kontrolowanym kontakcie wzrokowym. O równoległym funkcjonowaniu w jednej przestrzeni przy dużej liczbie zasobów. O byciu razem bez wymuszania interakcji. W wielu przypadkach to właśnie stopniowe zwiększanie swobody i uważna obserwacja zachowania kotów pozwalają lepiej dopasować tempo zapoznawania do ich indywidualnych potrzeb niż sztywne trzymanie się jednego schematu. 

Izolacja bywa przedstawiana jako jedyna odpowiedzialna droga, a wszystko poza nią jako błąd. Porażki rzadko są opisywane, bo niosą poczucie winy: że ktoś zrobił coś nie tak. A to zafałszowuje obraz skuteczności tej metody. I wreszcie rzecz fundamentalna: bardzo często myli się socjalizację z zarządzaniem konfliktem. Brak otwartego konfliktu nie oznacza relacji. Cisza nie zawsze oznacza dobrostan. Izolacja może czasem obniżyć napięcie, ale niekoniecznie prowadzi do realnej akceptacji drugiego kota.

Co więcej, wiele osób nie rozumie, że pozorny sukces tej metody, czyli połączenie kotów bez objawów napięcia i agresji, nie zawsze kończy ten proces. Konflikty będą się pojawiać, bo są nieodłączną częścią życia społecznego zarówno kotów, jak i ludzi. Na socjalizacji z izolacją, nawet wzorcowo przeprowadzonej, sprawa się nie kończy. Behawioryści rekomendujący ten schemat często pozostawiają opiekunów na tym etapie bez dalszych wskazówek i narzędzi do rozładowywania konfliktu. Jeżeli taki się pojawia, zazwyczaj sugerowany jest powrót do punktu wyjścia, czyli powtórna socjalizacja z izolacją. Jest to czasem tak naprawdę utrwalanie negatywnych schematów.

Sytuacją w kociej grupie trzeba zarządzać na bieżąco i na bieżąco rozładowywać konflikty. Świadomy opiekun musi odgrywać ważną rolę w kształtowaniu kocich relacji. Socjalizacja z izolacją jest w wielu wypadkach przydatna, ale rzadko wymaga pełnego, dwutygodniowego schematu. Koty na początku zawsze warto oddzielić, choćby dla dobra nowego przybysza, który musi się w spokoju oswoić nie tylko z nowymi zapachami, ale też dźwiękami domu. Jeśli jednak chodzi o dalszy przebieg tej procedury, warto zachować zdrowy rozsądek i otwarty umysł. I równocześnie przestrzegać kilku podstawowych zasad.

Dużym błędem, często popełnianym przez opiekunów, jest próba oswajania na siłę. Branie na ręce, wyciąganie spod szafy. Nowo przybyły kot potrzebuje spokoju i czasu na oswojenie się z nowym domem. Warto pamiętać także, że to nie przybysz powinien być ośrodkiem naszego zainteresowania w tym procesie. Najważniejszy tutaj jest rezydent, bo to na jego terytorium pojawił się intruz. Często rekomenduje się traktowanie kotów w ten sam sposób. Tymczasem rezydent musi czuć, że jesteśmy po jego stronie, chyba że okazuje się stroną dominującą – wtedy musimy chronić kota słabszego. Zwykle jednak przybyszem jest kot młody, pełen radości i ciekawości, który znacznie mniej przejmuje się zagrożeniami. To rezydent zwykle czuje się zagrożony i jest wycofany.

Pamiętajmy o jeszcze jednej rzeczy: syczenie, fuczenie i warczenie to tak zwane sygnały dystansujące. To nie jest agresja. To raczej komunikat strony słabszej, kota, który czuje się zagrożony: „Uważaj, nie podchodź”. Bardzo często opiekunowie fałszywie identyfikują go jako agresora. Młody kot często po prostu chce się bawić, ale równocześnie narusza granice i poczucie bezpieczeństwa rezydenta. To również bardzo często rodzi nieporozumienia.

Socjalizacja z izolacją wymaga ostrożności, indywidualizacji i krytycznego myślenia. A przede wszystkim nie kończy procesu zapoznawania kotów. Jest jedynie wstępem do świadomego zarządzania kocimi relacjami.

Mogą Cię zainteresować