Zachowanie

Pręgowany kot obok dyfuzora z kocimi feromonami

Czy kocie feromony działają?

Feromony dla kotów to popularny i szeroko promowany produkt mający być remedium na kocie problemy. Są zalecane przy dokoceniu, konfliktach w grupie, przeprowadzce, FIC (idiopatycznym zapaleniu pęcherza), nadmiernej wokalizacji czy załatwianiu się poza kuwetą. W praktyce rekomendowane są zarówno przez behawiorystów, jak i weterynarzy na niemal wszystkie problemy adaptacyjne i przypadłości związane ze stresem. Zastanówmy się, ile w tym jest nauki, a ile marketingu i myślenia życzeniowego. Co to jest Produkt zwany kocimi feromonami nie jest nimi w ścisłym sensie biologicznym. Są to syntetyczne analogi wybranych frakcji kocich feromonów policzkowych. Wbrew twierdzeniom i obietnicom ich działanie jest dyskusyjne i raczej niewielkie. Syntetyczne feromony nie wpływają bezpośrednio na układ współczulny zwierzęcia, poziom kortyzolu ani fizjologiczną reakcję stresową. Jeśli w ogóle działają, to bardzo pośrednio, poprzez lekkie zwiększenie poczucia znajomości środowiska. Biologiczna iluzja Feromon w naturze jest sygnałem punktowym, krótkotrwałym i świeżym, który pojawia się w określonym kontekście i jest związany z nadawcą. Informuje kota o obecności na jego terytorium obcego osobnika albo o tym, że on sam wcześniej pozostawił tam swój ślad. Kot odbiera ten sygnał aktywnie poprzez tzw. reakcję flehmen. Jest to zachowanie, polegające na uniesieniu górnej wargi, lekkim otwarciu pyszczka i charakterystycznym zastygnięciu, czasem połączonym z marszczeniem nosa. W ten sposób kot analizuje sygnały feromonowe, uruchamiając tzw. narząd lemieszowo-nosowy (organ Jacobsona), który pozwala mu czytać informacje chemiczne z otoczenia.

Czytaj dalej
Cztery koty obok siebie, ilustracja do tekstu o życiu społecznym kotów.

Czy koty potrafią żyć w grupie?

W potocznej świadomości kot funkcjonuje jako samotnik. Źródłem tego przekonania jest fakt, że kot poluje indywidualnie. Strategia łowiecka bywa jednak mylona z potencjałem społecznym, co prowadzi do nieporozumień i uproszczeń. Kot domowy jest gatunkiem o dużej elastyczności behawioralnej. Potrafi funkcjonować zarówno w izolacji, jak i w strukturach społecznych, jeśli warunki środowiskowe na to pozwalają. Dlatego to środowisko, a nie natura, determinuje sposób życia kota. Koty nie tworzą jednak stada w sensie, w jakim definiuje je nauka. Stado to stabilna struktura społeczna z wyraźną organizacją, w której zwierzęta współpracują przy zdobywaniu pokarmu, obronie i opiece nad młodymi. Zwykle istnieje w nim hierarchia, a także system komunikacji i zależności, który reguluje funkcjonowanie społeczności. Tak więc koty domowe mogą tworzyć grupy, jednak ze względu na ich odmienną organizację nazywa się je koloniami.  W przeciwieństwie do wysoko zorganizowanego stada, w którym członkowie pełnią określoną rolę, kolonie cechuje luźna struktura społeczna i brak nadrzędnej więzi. Kolonie oparte są na współdzieleniu przestrzeni i zasobów. Zasoby to nie tylko obfitość jedzenia i woda, miejsca schronienia i odpoczynku, ale także obecność człowieka. Kocie kolonie najczęściej powstają w środowisku związanym z człowiekiem, ponieważ to on zapewnia stabilne i przewidywalne źródła jedzenia oraz schronienia. Takie warunki występują m.in. w miastach w miejscach dokarmiania kotów wolno żyjących, na terenach wiejskich w gospodarstwach, czy też przy magazynach albo w portach. W kolonii

Czytaj dalej
Kot trzymający w pysku zabawkę, ilustracja tekstu "Dlaczego kot zawodzi z zabawką w pysku".

Dlaczego kot zawodzi niosąc zabawkę?

“Aria z zabawką”, głośne zawodzenie kota z pluszakiem, piłeczką albo piórkami w pysku może nam się wydawać zabawne albo dziwne, ma jednak ewolucyjne uzasadnienie. Zachowanie to ma swoje źródło w naturalnej przeszłości gatunku, a składają się na nie: trzymanie zdobyczy, przenoszenie jej, stan pobudzenia związany z jej posiadaniem oraz komunikat posiadania dla grupy. Chwyt w pysku uruchamia pierwotny schemat behawioralny związany z polowaniem. Do jego aktywizacji nie potrzeba wcześniejszej pogoni ani ataku, czyli pełnej sekwencji polowania. Dla układu nerwowego wystarczy fakt, że przedmiot został chwycony i jest niesiony. Przenoszenie zdobyczy jest u kotów zachowaniem naturalnym; w naturze kot rzadko zjada wszystko dokładnie tam, gdzie upolował ofiarę. Zdobycz bywa przenoszona w inne miejsce, odkładana, czasem niesiona dalej.  Wokalizacja pojawia się jako oznaka stanu podwyższonego pobudzenia związanego ze zdobyciem i posiadaniem ofiary. Kot ma w pysku coś ważnego, ale sekwencja działania nie została jeszcze zakończona, powstaje wtedy napięcie, które musi zostać rozładowane. Dźwięk jest więc przede wszystkim formą regulacji pobudzenia. Nie jest to zwykłe miauczenie używane w komunikacji z człowiekiem – dźwięk jest przeciągły, jednostajny, często niższy i bardziej „zawodzący”, ponieważ powstaje w stanie silnej aktywizacji, a nie w sytuacji interakcji społecznej. W naturze całą sekwencję zachowania kończyłaby konsumpcja zdobyczy, w przypadku zabawki jednak ten etap nie następuje. Wokalizacja częściowo przejmuje więc funkcję regulacyjną – dźwięk pomaga rozładować napięcie, które w normalnych

Czytaj dalej
Szylkretowa kotka z zabawką - mysz z piórkami, ilustracja do tekstu o cyklu łowieckim.

Cykl łowiecki kota – biologiczna konieczność?

„Cykl łowiecki” (czatowanie, pogoń, schwytanie, zjedzenie, sen) jest rekomendowany przez behawiorystów jako rozwiązanie większości kocich problemów. Opiekun dostaje gotową i prostą instrukcję obsługi kota, która w dodatku ma być wynikiem naukowych badań. Problem w tym, że mamy bardzo często do czynienia z pojęciowym wytrychem, udającym prawo natury. „Cykl łowiecki” w popularnej wersji jest uproszczeniem złożoności kociego świata. Zachowania łowieckie zmieniają się w zależności od kontekstu oraz środowiska i nie mają  jednego wzorca. Kot może gonić ofiarę bez zamiaru złapania, dla zabawy i z pełnym brzuchem. Zabić ofiarę i jej nie zjeść albo tylko się nią zabawić. W rzeczywistości zachowania łowieckie kotów są znacznie bardziej zróżnicowane, niż sugerują popularne poradniki. Badania nad wolno żyjącymi kotami pokazują, że poszczególne elementy polowania mogą pojawiać się niezależnie od siebie. Kot może długo obserwować potencjalną zdobycz, po czym zrezygnować z ataku, może też podjąć pogoń tylko na krótkim dystansie albo zmienić cel w trakcie polowania. Część zachowań ma charakter eksploracyjny i nie prowadzi do zabicia ofiary. W naturalnym środowisku nie istnieje jeden obowiązkowy scenariusz, który zawsze kończy się schwytaniem i zjedzeniem zdobyczy. Dla kotów, które nie muszą walczyć o przetrwanie, polowanie straciło związek ze swoją pierwotną funkcją i jedzenie przestało być nagrodą za skuteczne polowanie. Dla naszych domowych kotów łowy stały się rozrywką, pełniącą rolę stymulacji, eksplorowania środowiska i testowania zdolności. W tym sensie zabawa

Czytaj dalej
Kot bawi się laserem, poluje na światełko

Czy zabawa laserem jest bezpieczna dla kota?

Laser, jedna z ulubionych kocich zabaw, ma rzekomo prowadzić do frustracji, a w konsekwencji do zaburzeń zachowania. A jak jest naprawdę? Otóż nie ma dowodów naukowych, ani wiarygodnych badań, które wskazywały, że laser powoduje frustrację z powodu braku możliwości schwytania zdobyczy. Większość tego typu twierdzeń pochodzi z literatury popularnej i internetowych poradników. Dla wielu kotów źródłem przyjemności jest sama ekscytacja i pogoń za światełkiem. Słynny „cykl łowiecki” nie musi wcale mieć klasycznego domknięcia. Poszczególne elementy tej sekwencji mogą być uruchamiane niezależnie od siebie, dlatego sama pogoń albo śledzenie ruchu mogą być dla kota wystarczającą i satysfakcjonującą aktywnością. Koty nie są naiwne. Są nie tylko doskonałymi łowcami, ale także bystrymi obserwatorami, tworzącymi w mózgu błyskawiczne skojarzenia. Świetnie rozumieją, że czerwona kropka jest niematerialna i nie da się jej upolować ani zjeść. To jednak nie przeszkadza im w zabawie i nie odbiera przyjemności polowania. Koty rozumieją także, że myszka z piórkami nie nadaje się do konsumpcji, a wędkę obsługuje nasza ręka. Zabawa nie musi kończyć się złapaniem zwierzyny. Myszka nie zostanie zabita ani zjedzona, a mimo wszystko koty bawią się nią wielokrotnie. Koty różnicują zabawy; inaczej reagują na obiekt materialny, inaczej na bodziec wizualny, a często tylko obserwują potencjalną zdobycz. Z punktu widzenia etologii oznacza to, że ich zachowanie nie jest prostym, automatycznym „instynktem polowania”, lecz złożonym systemem reakcji na różne typy

Czytaj dalej

Dlaczego koty ugniatają?

Ugniatanie łapkami, czyli udeptywanie, to jedno z najbardziej charakterystycznych kocich zachowań, zwykle kojarzone z czymś miłym, bo często towarzyszy mu mruczenie. I słusznie – w większości przypadków ma ono swoje źródło w bardzo wczesnym etapie życia. Kocięta ugniatają brzuch matki podczas karmienia, stymulując wypływ mleka. Ten ruch zostaje zapisany w układzie nerwowym jako element bezpieczeństwa, komfortu i regulacji emocji. U dorosłego kota wraca w momentach, kiedy czuje się dobrze i bezpiecznie, ale też próbuje się uspokoić. Dlatego ugniatanie bywa obserwowane także w sytuacjach stresowych, przy dyskomforcie fizycznym. Jest to naturalny mechanizm uspokajający, a nie wyłącznie objaw szczęścia. Koty udeptują najczęściej miękkie powierzchnie, koce, poduszki, kojarzące się naturalnie z brzuchem matki i okresem dzieciństwa, ale równie chętnie ugniatają człowieka. Nasza bliskość uruchamia wspomnienia związane z poczuciem bezpieczeństwa, więzi i opieki. W ten sposób kot obniża napięcie, rozładowuje pobudzenie i wprowadza się w stan komfortu. Udeptywanie bywa też elementem przygotowywania miejsca do odpoczynku – instynktownie kot układa sobie podłoże, tak jak jego dzicy przodkowie ugniatali trawę czy liście przed położeniem się. W opuszkach łap znajdują się gruczoły zapachowe. Kot zostawia więc na danym miejscu swój subtelny podpis. Warto odnieść się do popularnego mitu. Istnieje przekonanie, że udeptywanie jest objawem „choroby sierocej”. To pojęcie z psychologii człowieka opisuje ciężką deprywację emocjonalną dzieci pozbawionych opieki. Przenoszenie go na zwierzęta nie ma zastosowania w nauce.

Czytaj dalej
kot z zabawką w pysku nad miską z wodą

Dlaczego kot wrzuca zabawki do miski?

Wrzucanie zabawek do miski z wodą albo jedzeniem z ludzkiej perspektywy wygląda zabawnie albo dziwnie, ale z kociej jest absolutnie logiczne. Dla kota zabawka jest odpowiednikiem zdobyczy. Włożenie jej do miski to sposób na jej zabezpieczenie. Zwierzyna przestaje się poruszać, nie ucieka i znajduje się w bezpiecznym miejscu. Miska z wodą lub jedzeniem poza tym to miejsce zasobów, punkt strategiczny w domu, coś bezpiecznego i ważnego dla kota. Połączenie zdobyczy z takim miejscem ma sens: coś cennego trafia tam, gdzie są inne rzeczy o wysokiej wartości. Zachowanie to związane jest także z nadawaniem zapachu. Wrzucenie zabawki do wody pozwala zneutralizować obce wonie i nadać jej własny zapach. W etologii zwierząt znane jest zjawisko maskowania zapachu zdobyczy. Zwierzęta robią to na różne sposoby: tarzają się w zapachach, przenoszą zdobycz albo manipulują nią w określony sposób. U kota domowego wrzucenie zabawki do wody może być właśnie taką formą manipulacji zapachem — przedmiot zostaje „przejęty”, staje się bardziej własny.  Część behawiorystów zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt: domknięcie sekwencji łowieckiej. Naturalny łańcuch zachowań u kota obejmuje obserwację, skradanie się, atak, chwytanie, manipulowanie zdobyczą i dopiero potem jedzenie. W zabawie ostatni etap często nie następuje, bo zabawka oczywiście nie jest zjadana. Wrzucenie jej do miski może więc być symbolicznym zakończeniem tej sekwencji — odpowiednikiem momentu, w którym prawdziwa zdobycz trafiałaby w pobliże miejsca karmienia.

Czytaj dalej
Szylkretowa kotka patrząca do kamery

Czy szylkret to charakter?

Nie ma dowodów na to, by umaszczenie szylkretowe wpływało na charakter kota. Geny odpowiedzialne za kolor sierści nie są powiązane z genami determinującymi temperament.  „Szylkretyczki” są konstruktem potocznej świadomości, nie kategorią biologiczną, choć takie myślenie jest silnie obecne w kulturze (ang. „tortitude” – od „tortie”). Szylkretki bywają postrzegane jako charakterne, niezależne, uparte, czasem zadziorne. To stereotyp niemający podstaw naukowych, wynikający raczej z percepcji i naszych własnych ludzkich przekonań (większość szylkretów to kotki). Wyraziste, kontrastowe umaszczenie sprawia, że trójkolorowe koty są silniej zauważalne i lepiej zapamiętywane. Przypisywane im cechy – asertywność, terytorialność czy selektywność w kontaktach – wzmacniają narrację o „tortitude”, która mówi więcej o ludzkich oczekiwaniach i kulturowych uproszczeniach niż o samych kotach. Szylkretowe umaszczenie powstaje dlatego, że gen koloru rudego i czarnego znajduje się na chromosomie X. U samic (XX) we wczesnym etapie rozwoju zarodka w każdej komórce losowo wyłącza się jeden z chromosomów X. Tam, gdzie aktywny pozostaje chromosom X z genem rudego pigmentu, powstaje kolor rudy, a tam, gdzie aktywny jest X z genem czarnego – powstaje kolor czarny. W ten sposób tworzy się mozaika kolorów widoczna później w sierści. U samców (XY) taki mechanizm nie zachodzi, dlatego szylkretowe kocury zdarzają się skrajnie rzadko i zwykle mają zaburzenia chromosomalne (np. XXY) lub są chimerami – najczęściej są też bezpłodne. W praktyce więc niemal każda szylkretka to kotka.

Czytaj dalej