Trawa dla kota, zielona, atrakcyjna, soczysta i podgryzana chętnie, nie musi być obowiązkowym elementem wyposażenia kociego domu, choć takie można odnieść wrażenie z krótkiego przeglądu internetu. To nie jest suplement, leczenie ani potrzeba biologiczna. Co więcej, w pewnych sytuacjach trawa może być nawet źródłem problemów.
Koty jedzą trawę z kilku powodów: instynktownie, eksploracyjnie, a czasem w odpowiedzi na dyskomfort żołądkowy. U wielu osobników prowokuje ona wymioty. Rzecz w tym, że w naturze kot żyje w środowisku pełnym roślin, są one częścią jego stałego krajobrazu, nie rozrywką ani nowością. Ich delikatne źdźbła lub liście mogą stanowić narzędzie oczyszczenia żołądka, kiedy faktycznie zachodzi taka potrzeba. W naturze kot ma dostęp do wielu różnych gatunków roślin i może sporadycznie skubnąć pojedyncze źdźbło podczas przemieszczania się po swoim terytorium. Nie jest to źródło pokarmu ani przedmiot szczególnego zainteresowania. W domu sytuacja wygląda inaczej. Doniczka z trawą staje się często jedyną dostępną rośliną, ustawioną w miejscu stale przyciągającym uwagę kota. W efekcie kot może zjadać ją częściej, niż robiłby to w naturalnych warunkach.
Zainteresowanie roślinami nie zawsze wynika z problemów żołądkowych ani zalegających kul włosowych. U kotów wiele zachowań związanych z roślinami ma charakter czysto eksploracyjny. Liście poruszają się, mają charakterystyczną strukturę i zapach, reagują na dotyk. Dla kota mogą być po prostu interesującym obiektem manipulacji, podobnie jak papier, sznurek czy fragment kartonu. W takich sytuacjach zjadanie trawy nie ma żadnej funkcji biologicznej — jest elementem zabawy, badania otoczenia lub chwilowej ciekawości.
Problem w tym, że często kończy się to wymiotami bez treści pokarmowej, bez kul włosowych, bez efektu terapeutycznego. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nie jest detoks ani odkłaczanie. To mechaniczne podrażnienie błony śluzowej żołądka. Źdźbła trawy są twarde i zawierają przede wszystkim włókno nierozpuszczalne. Ich działanie polega głównie na drażnieniu błony śluzowej – pobudzają receptory w ścianie żołądka i w ten sposób wywołują odruch wymiotny. Dlatego u wielu kotów po zjedzeniu trawy pojawiają się wymioty, często pieniste, bez treści pokarmowej i bez kul włosowych, za to z kawałkami roślin. Czasami podbarwione krwią. Nie jest to oczyszczanie ani leczenie, lecz odruchowa reakcja organizmu na podrażnienie śluzówki.
Warto w tym miejscu wyjaśnić, że wymioty w ogóle nie powinny być głównym sposobem na usuwanie kul włosowych. Dobrze, jeśli kot “wyrzyga kłaczka” w sytuacji, gdyby w formie bezoaru miał on zalegać w żołądku. W rzeczywistości jednak większość połkniętych włosów powinna przemieszczać się dalej przez przewód pokarmowy i być wydalana z kałem. Zjedzenie trawy nie rozwiązuje problemu tworzących się kul włosowych inaczej niż poprzez prowokowanie wymiotów. Włókna roślinne nie rozpuszczają włosów ani nie pomagają im przejść przez jelita. Wymioty po trawie rzadko zawierają rzeczywiste kule włosowe.
Trzeba też pamiętać o ryzyku mechanicznym. Długie, twarde źdźbła mogą utknąć w jamie nosowej lub nosogardzieli, powodując nagłe napady kichania, kaszel, ślinienie i silny dyskomfort. To jeden z częstszych powodów pilnych wizyt u weterynarza po zjedzeniu trawy. W takich przypadkach konieczne bywa usuwanie ciała obcego w sedacji. To kolejny argument przeciwko traktowaniu trawy jako obowiązkowego elementu kociego menu.
Często pojawia się też argument, że trawa chroni inne rośliny w domu. W praktyce nie zawsze tak to działa. Koty, które interesują się roślinami, potrafią podgryzać różne gatunki niezależnie od tego, czy mają dostęp do trawy. Problem polega na tym, że wiele roślin ozdobnych jest dla kotów toksycznych. Trawa nie stanowi więc skutecznej alternatywy, która powstrzyma kota przed sięganiem po inne rośliny.
Czy więc powinniśmy mieć trawę w domu? Jeżeli kot interesuje się nią umiarkowanie, wymiotuje sporadycznie i nie ma innych objawów, zwykle nie jest to powód do zmartwień. Jeżeli jednak wymioty są intensywne, częste, pieniste, a tym bardziej z domieszką krwi, to sygnał, że trawa podrażnia przewód pokarmowy i dostęp do niej nie ma sensu.
Pamiętajmy, że trawa nie ma dla kota istotnej wartości odżywczej. Kot jest bezwzględnym mięsożercą, którego metabolizm jest przystosowany do wykorzystywania składników pochodzenia zwierzęcego: białka, tłuszczu oraz określonych aminokwasów i witamin obecnych w tkankach ofiary. Zielone części roślin zawierają głównie celulozę i inne formy włókna nierozpuszczalnego, których kot nie potrafi trawić ani wykorzystywać jako źródła energii. W przeciwieństwie do roślinożerców i wielu wszystkożerców kot nie posiada enzymów zdolnych do rozkładania tych struktur ani mikroflory jelitowej wyspecjalizowanej w fermentacji włókna. Z punktu widzenia fizjologii trawa przechodzi więc przez przewód pokarmowy w dużej mierze niezmieniona.
Dlatego zjadanie trawy nie dostarcza kotu żadnych istotnych składników pokarmowych. Nie jest źródłem witamin ani minerałów w formie, którą jego organizm mógłby efektywnie wykorzystać. W przeciwieństwie do ofiary, która zawiera zarówno tkanki miękkie, jak i niewielką ilość części roślinnych z przewodu pokarmowego zwierzęcia, sama trawa stanowi dla kota raczej bodziec mechaniczny niż pokarm.
U części kotów trawa nie robi nic. U części powoduje regularne wymioty. Sadzenie jej tylko dlatego, że koty ją lubią i tak sugerują popularne portale, nie ma większego uzasadnienia zdrowotnego. Na realne ograniczanie problemu kul włosowych sens mają zupełnie inne rzeczy: regularne usuwanie martwego włosa, odpowiednie nawodnienie, dieta z właściwą ilością błonnika oraz – tylko w razie potrzeby – preparaty odkłaczające lub pasty na bazie olejów. Działają one nie przez drażnienie żołądka, ale przez ułatwianie pasażu treści jelitowej, czyli pomagają włosom przejść dalej przez przewód pokarmowy.
Jeśli kot sporadycznie skubie trawę, możemy ją traktować jako sposób wzbogacenia kociego środowiska. Nie należy jednak postrzegać jej jako suplementu ani profilaktyki kul włosowych. Zjadanie trawy jest raczej echem dawnych wzorców zachowania zapisanych w biologii drapieżnika niż rzeczywistą potrzebą współczesnego kota domowego.






