Zjedzenie jedzenia polizanego przez kota nie jest sytuacją idealną z punktu widzenia higieny, ale w większości przypadków niczym nie grozi. Kot, jak każde zwierzę, ma własną mikroflorę w jamie ustnej. W ślinie kotów stwierdza się m.in. bakterie takie jak Pasteurella multocida, Streptococcus czy Staphylococcus. Słyszy się o nich jednak najczęściej w kontekście zakażeń po ugryzieniach lub głębokich zadrapaniach, ponieważ wtedy bakterie dostają się bezpośrednio do tkanek. Droga pokarmowa znacznie mniej sprzyja zakażeniom, ponieważ większość bakterii zostaje zniszczona przez kwas solny w żołądku, a wiele z nich nie jest przystosowanych do życia w ludzkim przewodzie pokarmowym.
A co z pasożytami? W rzeczywistości większość pasożytów związanych z kotami przenosi się inną drogą niż przez ślinę. Najczęściej do zakażenia dochodzi przez kontakt z odchodami lub skażoną glebą. Z tego powodu lizanie jedzenia przez kota nie jest typową drogą przenoszenia tych pasożytów. Dotyczy to również toksoplazmozy – Toxoplasma gondii przenosi się przede wszystkim przez kontakt z odchodami kota lub skażoną glebą, a nie przez jego ślinę. Poza tym mówimy o naszym własnym domowym kocie. Niebezpieczeństwo może być większe, gdy kot jest nieznany lub wychodzący, który poluje, a także ma choroby jamy ustnej albo gdy chodzi o osoby z bardzo osłabioną odpornością.
W typowym gospodarstwie domowym z kotem niewychodzącym, zdrowym i regularnie kontrolowanym przez weterynarza ryzyko jest niewielkie. Dlatego wielu opiekunów kotów na co dzień dzieli z nimi przestrzeń życiową, kanapy, łóżka, a czasem także jedzenie, i nic się z tego powodu nie dzieje złego.
Jedzenie ludzkie oczywiście nie powinno być spożywane przez koty, nie powinniśmy karmić ich resztkami z naszego talerza, wiele produktów w naszej kuchni, w tym przede wszystkim przypraw, jest szkodliwych dla kotów. To świadomy opiekun zapewne wie. Ale mówimy nie o tym. Koty są ciekawskie, lubią eksplorację. Jeśli wkładają pyszczek do naszych potraw, robią to niekoniecznie z zamiarem jedzenia, ale raczej żeby sprawdzić, powąchać, a może nawet spróbować tego, co mamy. Koty potrafią być uparte, jednak zwykle zaspokoiwszy ciekawość, tracą zainteresowanie. Istnieją jednak koty, które zjedzą wszystko, zwykle są to zwierzęta, które doznały w życiu głodu i wtedy dla ich dobra musimy uważać z dostępem do naszego jedzenia.
Fakt, że pozwolimy kotu sprawdzić łapką, nosem albo nawet języczkiem, co jemy, jest rodzajem rytuału wspólnotowego i służy wzmocnieniu naszej więzi. Nie jest to zapewne postępowanie rekomendowane, ale też nic niewłaściwego, niebezpiecznego, ani powód do zażenowania. Posiadając zwierzęta musimy zmienić nasze podejście do porządku, brudu i higieny. Godzimy się na obecność kocich kuwet w domu, dzielimy z kotami całą przestrzeń naszego mieszkania. Żwirek z kuwety, ich kudełki, a także ślina i bakterie w niej zawarte znajdują się wszędzie, także na naszej poduszce czy ubraniach.
Co więcej, sterylność nie jest naturalnym stanem dla człowieka. Nasz układ odpornościowy ewoluował w środowisku pełnym mikroorganizmów. Kontakt z różnorodnymi bakteriami i antygenami w dzieciństwie uczy układ immunologiczny prawidłowej reakcji. Sterylne środowisko może sprzyjać zaburzeniom, takim jak alergie czy choroby autoimmunologiczne. W wielu badaniach obserwuje się mniejsze występowanie alergii u dzieci wychowujących się ze zwierzętami lub żyjących na wsi, a także większą różnorodność mikrobiomu u osób mających kontakt z naturą i zwierzętami. Nie oznacza to oczywiście, że higiena jest zbędna – ale pokazuje, że codzienne współdzielenie przestrzeni ze zwierzętami nie jest niczym nienaturalnym.






